Jesteś tutaj > Strona główna > Dokument

Program

Autor/Źródło

Agnieszka Ślusarska

Instytucja

I LICEUM OGÓLNOKSZTAŁCĄCE

Ocena dokumentu:

Przedmiot (etap edukacyjny)

Historia (Szkoła ponadgimnazjaln)

Obszar edukacyjny

Edukacja historyczna i obywatelska (historia i społeczeństwo, historia, wiedza o społeczeństwie, historia i społeczeństwo (przedmiot uzupełniający), podstawy przedsiębiorczości, ekonomia w praktyce, wychowanie do życia w rodzinie, etyka, filozofia)

Sprawozdanie z projektu

Autor zdjęcia: Agnieszka Ślusarska, Opis: Ola i Angelika w trakcie wywiadu z panem Julianem.
Spotkanie w Związku Sybiraków
W Kazachstanie
pan Jan
Kazachstan
Kazachstan
Rodzice

Liceum Ogólnokształcące im. Jędrzeja Śniadeckiego w Dzierżoniowie, ul. Piłsudskiego 10, 58-200 Dzierżoniów woj. dolnośląskie.

„Dzień po dniu w ciemności niewiedzy”- projekt realizowany przez Angelikę Cieślę, Aleksandrę Krupiarz, Kornelię Stasieńko i Kamila Wiekierę pod opieką mgr Agnieszki Ślusarskiej.

Wybór tematu związanego z przesiedleniami ludności polskiej z terenów Kresów podczas II wojny światowej nie był przypadkowy. Angelika i Ola już w zeszłym roku w gimnazjum realizowały projekt związany z wywózkami Polaków na Syberię i chciały go kontynuować. Kamil i Kornelia dołączyli do nich we wrześniu. Chcieliśmy poszerzyć naszą wiedzę o tym fragmencie historii a jednocześnie udokumentować wspomnienia mieszkańców naszego powiatu. Wielką pomoc udzielił nam prezes Związku Sybiraków w Dzierżoniowie. To on pomógł nam skontaktować się z panem Julianem Ejsymontem, który został wywieziony na Syberię jako 5-letnie dziecko. Już pierwsza, wstępna rozmowa bardzo nas zaciekawiła. Po przygotowaniu zestawu pytań umówiliśmy się na nagranie w siedzibie Związku. Pan Julian opowiedział nam o swoich przeżyciach związanych z wywózką: „ Nas na Sybir wywieziono 18 czerwca 1941roku. Oni wywozili przeważnie w nocy, by nie było jakiegoś zamieszania w śród ludności. Także przyjechali o godzinie 1 w nocy, pobudkę zrobili. Myśmy byli przygotowani już mniej więcej, bo słyszeliśmy, że niektórych wywozili tylko nie wiedzieliśmy gdzie.  Dali nam około 1 godziny na spakowanie. Po czym kazali nam się załadować na furmanki i od razu wywieźli nas na stacje kolejową do Głołgowiska . I tak nas przez parę dni na gołym powietrzu trzymali. Podstawili wagony bydlęce, one były kryte, drewniane. I nas tam zaczęli do nich załadowywać.”Warunki życia na wygnaniu były bardzo trudne: „Nas przywieźli do Omska, za Uralem, nad Irtyszem. Tam wszystkich wysadzili i barkami węgla nas wieźli na północ. W nich był duży otwór przez który załadowywali ludzi godzinami, następnie nas zamykali w tych barkach.  I w Tobolsku  był pierwszy obóz. Przebywaliśmy tam niecały rok. Moi starsi bracia pracowali na cegielni i w tajdze. Aby nie umrzeć z głodu wieczorami szli nad rzekę zarzucali siatki i łowili ryby.” Ujmujące było to, z jakim szacunkiem pan Julian opowiadał o swojej matce- sama w tak ciężkich warunkach musiała zaopiekować się siódemką dzieci – pięciorgiem własnych oraz dwójką wnuków, dzieci swojej najstarszej córki. To dzięki jej wysiłkom cała rodzina przeżyła rok na Syberii oraz trzy lata w Kazachstanie. Cała rodzina odnalazła się dopiero w 1946 r. po wojnie w Polsce i osiedliła w naszym mieście. Przez wiele lat wspomnienie o tamtych wydarzeniach było nie tylko obciążeniem psychicznym, ale stanowiło tez problem w życiu codziennym. Pan Jan wspominał swoje starania o pierwszą pracę:” Starając się o prace musiałem napisać swój życiorys. Jak napisałem że mnie wywieźli na Sybir to kobieta, która to czytała powiedziała tak: „ wie pan co… niech pa to zmieni, bo pana nie przyjmą do pracy”. To ja mówię „ jak ja mam to zmienić”, a ona: „…a że pan tam tylko był. A jak pan się tam dostał to nikt tego nie będzie dociekał”. I tak zacząłem pracować.”

Opowieść pana Juliana bardzo nas zaciekawiła. Dzięki niemu dotarliśmy do jeszcze jednego świadka, pana Jana Kozakowskiego, który przed wojną mieszkał niedaleko pana Juliana, niecałe 20 km. Uniknął jednak wywózki w 1941r. Wraz z rodziną : matką i czworgiem rodzeństwa został przesiedlony do Kazachstanu w 1952r. Ten fragment naszej historii jest właściwie nieznany, stąd jego wspomnienia były dla nas bardzo cenne. „ Sołdaty wskoczyli na ciężarówkę która ruszyła wioząc nas do Lidy. Tam umieszczono nas w komendzie NKWD. W jednym z pomieszczeń byli moi starsi bracia Zygmunt i Gustaw. Następnie zaprowadzono nas do sali gdzie był stół zasłany na czerwono za którym siedzieli trzej oficerowie w mundurach NKWD. Odczytano wyrok w którym stwierdzali, że cała nasza rodzina została skazana na dożywotnie pozbawienie praw obywatelskich i zesłana. Mama spytała dokąd i za co? W odpowiedzi usłyszała "mołczać!". Następnie musieliśmy podpisać dokument w którym stwierdzano, że każda próba ucieczki będzie karana śmiercią "budiem strelać kak do sobak"- wspominał pan Jan. Droga do Kazachstanu była równie długa i uciążliwa jak na Syberię, warunki w jakich byli przewożeni w 1952 roku w niczym nie różniły się od tych z 1941. Także warunki życia w kołchozie w Kazachstanie były równie trudne: „Od marca do listopada na niebie południowego Kazachstanu nie ukazują się żadne chmury, tylko nieliczne burze piaskowe przesłaniają słońce. Jest to bardzo niebezpieczne zjawisko, nawet tubylcy przed tym palącym słońcem się chronią w jurtach i domach. Będąc już w Pieszycach w rozmowie z jedną z Sybiraczek dowiedziałem się, że taka burza spowodowała trzy ofiary śmiertelne. Klimat kazachstański zabija. Tylko osoby znający zasady przetrwania mogły przeżyć.”Cała rodzina pana Jana miała tu spędzić resztę swojego życia. Do Polski przyjechali w 1956 roku dzięki staraniom brata matki, który mieszkał wówczas w Warszawie. Tyko dzięki uporowi rodziny i dużej dozie szczęścia zawdzięczają to, że cała rodzina odnalazła się w Polsce. Po zebraniu materiału nadszedł czas na jego opracowanie i montaż filmu. Materiał aż się prosił o przygotowanie filmu dokumentalnego. Wyniki swojej pracy przedstawiliśmy na konferencji podsumowującej projekt w Warszawie, a 8 czerwca odbyła się prezentacja w szkole. Na spotkanie z uczniami przybyli też nasi bohaterzy, którzy po projekcji filmu chętnie odpowiadali na pytania zadawane przez młodzież. Na koniec spotkania wiele osób miało łzy w oczach. I to właśnie był ten najpiękniejszy moment. Jak wspomina Angelika: „Projekt był dla nas niesamowitym doświadczeniem. Była to prawdziwa lekcja historii, znacznie ciekawsza niż wykłady na lekcjach. Opowieści naszych świadków były inspiracją do powstania filmu, który pochłonął masę czasu, ale był wart wszelkiego trudu.”

Zawsze istnieje coś, co można poprawić. W naszym przypadku było to nagrywanie dźwięku w trakcie wywiadów. Jak to mówią złośliwość rzeczy martwych bywa ogromna, czyszczenie dźwięku z zakłóceń zajęło wiele czasu i wysiłku, a jednak nie jest tak dobry, jak mógłby być. No cóż, nic nie jest idealne, ale następny projekt będzie lepszy…Liceum Ogólnokształcące im. Jędrzeja Śniadeckiego w Dzierżoniowie, ul. Piłsudskiego 10, 58-200 Dzierżoniów woj. dolnośląskie.

„Dzień po dniu w ciemności niewiedzy”- projekt realizowany przez Angelikę Cieślę, Aleksandrę Krupiarz, Kornelię Stasieńko i Kamila Wiekierę pod opieką mgr Agnieszki Ślusarskiej.

Wybór tematu związanego z przesiedleniami ludności polskiej z terenów Kresów podczas II wojny światowej nie był przypadkowy. Angelika i Ola już w zeszłym roku w gimnazjum realizowały projekt związany z wywózkami Polaków na Syberię i chciały go kontynuować. Kamil i Kornelia dołączyli do nich we wrześniu. Chcieliśmy poszerzyć naszą wiedzę o tym fragmencie historii a jednocześnie udokumentować wspomnienia mieszkańców naszego powiatu. Wielką pomoc udzielił nam prezes Związku Sybiraków w Dzierżoniowie. To on pomógł nam skontaktować się z panem Julianem Ejsymontem, który został wywieziony na Syberię jako 5-letnie dziecko. Już pierwsza, wstępna rozmowa bardzo nas zaciekawiła. Po przygotowaniu zestawu pytań umówiliśmy się na nagranie w siedzibie Związku. Pan Julian opowiedział nam o swoich przeżyciach związanych z wywózką: „ Nas na Sybir wywieziono 18 czerwca 1941roku. Oni wywozili przeważnie w nocy, by nie było jakiegoś zamieszania w śród ludności. Także przyjechali o godzinie 1 w nocy, pobudkę zrobili. Myśmy byli przygotowani już mniej więcej, bo słyszeliśmy, że niektórych wywozili tylko nie wiedzieliśmy gdzie.  Dali nam około 1 godziny na spakowanie. Po czym kazali nam się załadować na furmanki i od razu wywieźli nas na stacje kolejową do Głołgowiska . I tak nas przez parę dni na gołym powietrzu trzymali. Podstawili wagony bydlęce, one były kryte, drewniane. I nas tam zaczęli do nich załadowywać.”Warunki życia na wygnaniu były bardzo trudne: „Nas przywieźli do Omska, za Uralem, nad Irtyszem. Tam wszystkich wysadzili i barkami węgla nas wieźli na północ. W nich był duży otwór przez który załadowywali ludzi godzinami, następnie nas zamykali w tych barkach.  I w Tobolsku  był pierwszy obóz. Przebywaliśmy tam niecały rok. Moi starsi bracia pracowali na cegielni i w tajdze. Aby nie umrzeć z głodu wieczorami szli nad rzekę zarzucali siatki i łowili ryby.” Ujmujące było to, z jakim szacunkiem pan Julian opowiadał o swojej matce- sama w tak ciężkich warunkach musiała zaopiekować się siódemką dzieci – pięciorgiem własnych oraz dwójką wnuków, dzieci swojej najstarszej córki. To dzięki jej wysiłkom cała rodzina przeżyła rok na Syberii oraz trzy lata w Kazachstanie. Cała rodzina odnalazła się dopiero w 1946 r. po wojnie w Polsce i osiedliła w naszym mieście. Przez wiele lat wspomnienie o tamtych wydarzeniach było nie tylko obciążeniem psychicznym, ale stanowiło tez problem w życiu codziennym. Pan Jan wspominał swoje starania o pierwszą pracę:” Starając się o prace musiałem napisać swój życiorys. Jak napisałem że mnie wywieźli na Sybir to kobieta, która to czytała powiedziała tak: „ wie pan co… niech pa to zmieni, bo pana nie przyjmą do pracy”. To ja mówię „ jak ja mam to zmienić”, a ona: „…a że pan tam tylko był. A jak pan się tam dostał to nikt tego nie będzie dociekał”. I tak zacząłem pracować.”

Opowieść pana Juliana bardzo nas zaciekawiła. Dzięki niemu dotarliśmy do jeszcze jednego świadka, pana Jana Kozakowskiego, który przed wojną mieszkał niedaleko pana Juliana, niecałe 20 km. Uniknął jednak wywózki w 1941r. Wraz z rodziną : matką i czworgiem rodzeństwa został przesiedlony do Kazachstanu w 1952r. Ten fragment naszej historii jest właściwie nieznany, stąd jego wspomnienia były dla nas bardzo cenne. „ Sołdaty wskoczyli na ciężarówkę która ruszyła wioząc nas do Lidy. Tam umieszczono nas w komendzie NKWD. W jednym z pomieszczeń byli moi starsi bracia Zygmunt i Gustaw. Następnie zaprowadzono nas do sali gdzie był stół zasłany na czerwono za którym siedzieli trzej oficerowie w mundurach NKWD. Odczytano wyrok w którym stwierdzali, że cała nasza rodzina została skazana na dożywotnie pozbawienie praw obywatelskich i zesłana. Mama spytała dokąd i za co? W odpowiedzi usłyszała "mołczać!". Następnie musieliśmy podpisać dokument w którym stwierdzano, że każda próba ucieczki będzie karana śmiercią "budiem strelać kak do sobak"- wspominał pan Jan. Droga do Kazachstanu była równie długa i uciążliwa jak na Syberię, warunki w jakich byli przewożeni w 1952 roku w niczym nie różniły się od tych z 1941. Także warunki życia w kołchozie w Kazachstanie były równie trudne: „Od marca do listopada na niebie południowego Kazachstanu nie ukazują się żadne chmury, tylko nieliczne burze piaskowe przesłaniają słońce. Jest to bardzo niebezpieczne zjawisko, nawet tubylcy przed tym palącym słońcem się chronią w jurtach i domach. Będąc już w Pieszycach w rozmowie z jedną z Sybiraczek dowiedziałem się, że taka burza spowodowała trzy ofiary śmiertelne. Klimat kazachstański zabija. Tylko osoby znający zasady przetrwania mogły przeżyć.”Cała rodzina pana Jana miała tu spędzić resztę swojego życia. Do Polski przyjechali w 1956 roku dzięki staraniom brata matki, który mieszkał wówczas w Warszawie. Tyko dzięki uporowi rodziny i dużej dozie szczęścia zawdzięczają to, że cała rodzina odnalazła się w Polsce. Po zebraniu materiału nadszedł czas na jego opracowanie i montaż filmu. Materiał aż się prosił o przygotowanie filmu dokumentalnego. Wyniki swojej pracy przedstawiliśmy na konferencji podsumowującej projekt w Warszawie, a 8 czerwca odbyła się prezentacja w szkole. Na spotkanie z uczniami przybyli też nasi bohaterzy, którzy po projekcji filmu chętnie odpowiadali na pytania zadawane przez młodzież. Na koniec spotkania wiele osób miało łzy w oczach. I to właśnie był ten najpiękniejszy moment. Jak wspomina Angelika: „Projekt był dla nas niesamowitym doświadczeniem. Była to prawdziwa lekcja historii, znacznie ciekawsza niż wykłady na lekcjach. Opowieści naszych świadków były inspiracją do powstania filmu, który pochłonął masę czasu, ale był wart wszelkiego trudu.”

Zawsze istnieje coś, co można poprawić. W naszym przypadku było to nagrywanie dźwięku w trakcie wywiadów. Jak to mówią złośliwość rzeczy martwych bywa ogromna, czyszczenie dźwięku z zakłóceń zajęło wiele czasu i wysiłku, a jednak nie jest tak dobry, jak mógłby być. No cóż, nic nie jest idealne, ale następny projekt będzie lepszy…

Agnieszka Ślusarska

Mapa