Jesteś tutaj > Strona główna > Dokument

Program

Autor/Źródło

Adam Langowski

Instytucja

Publiczne Gimnazjum

Ocena dokumentu:

Przedmiot (etap edukacyjny)

Historia (Gimnazjum)

Podstawa programowa

undefined

Obszar edukacyjny

Edukacja historyczna i obywatelska (historia i społeczeństwo, historia, wiedza o społeczeństwie, historia i społeczeństwo (przedmiot uzupełniający), podstawy przedsiębiorczości, ekonomia w praktyce, wychowanie do życia w rodzinie, etyka, filozofia)

Inne dokumenty użytkownika

"Ze szkoły polskiej do okupowanej Norwegii"

Autor zdjęcia: Adam Langowski, Opis: Uczestnicy projektu z panem Florianem Piaseckim, Biblioteka Gminna w Starym Targu 31 marca 2011
Spotkanie
Sylwia Hamadyk
Janusz Bugowski
Nikola Markowicz
Daria Bosek
Grzegorz Sałek
Dawid Aleksandrowicz
Karolina Kuźmińska
Zuzanna Jakubik
Tagi: wywiad,

"Ze szkoły polskiej do okupowanej Norwegii" to tytuł projektu przeprowadzonego przez uczniów Publicznego Gimnazjum im. Franciszka Jujki w Starym Targu, woj. pomorskie. Bohaterem projektu jest pan Florian Piasecki, który w latach 1933-1939 był uczniem szkoły polskiej w Nowym Targu w byłych Prusach Wschodnich. W 1944 r. został wcielony do Wehrmachtu i wysłany do okupowanej Norwegii, gdzie służył do końca wojny.

 

Spotkanie

 

Fragmenty wywiadu z panem Florianem Piaseckim

Z jakiego powodu pana ojciec został aresztowany?

Był wtedy na ten obszar przewodniczącym Związku Polaków w Niemczech. Był legalny i to było wiadomo wszystkim tym partyjniakom, nazistom. To nie było żadne przestępstwo. I z tego tytułu nie mogli go sądzić ani w Sztumie, ani w Elblągu, bo to nie było żadne przestępstwo. No i do obozu owszem, to tam ich pobrali.

Jakie były przedmioty w szkole polskiej ?

To było tak: poniedziałek, wtorek, piątek i sobota. W sobotę też była nauka. Pierwsze lekcje to były religie. Dalej matematyka, to uczył bardzo dobrze, to trzeba przyznać pan Wiśniewski, polski język też. Niemiecki - co dzień jedna godzina za wyjątkiem soboty. W sobotę nie było niemieckiego. Ten niemiecki to tak jak kijem po płocie, tak to mi szło niestety, bo my w domu po polsku rozmawialiśmy, a nie po niemiecku. Jak miałem iść do sklepu, to mi matka trąbiła - To i to masz kupić! - A jak to się nazywa? Napisz mi na karteczce - . No to na karteczce musiała mi napisać, bo ja i tak bym zapomniał. Chyba, że jeden chleb, no to "Brot", to pamiętałem, ale poza tym, to było słabo. Potem podczas wojny to nas wysłali do niemieckiej szkoły. No, wtedy były trudności z językiem, ale trzeba było. Geografię też mieliśmy u pana Wiśniewskiego i to tak dosyć dokładnie. No i w tej niemieckiej szkole raz nauczyciel zadaje pytanie do całej klasy - Jak się nazywa najwyższy szczyt w Afryce? -. Ja rękę do góry, mój braciszek też. A reszta klasy nic. Wtedy mnie wziął i ja mu mówię - Najwyższy szczyt Afryki to Kilimandżaro - Tak, to jest dobrze - mówi. Wtedy mówi do tamtych - Widzicie? Ci umieją, a wy? -.

Co pan robił przed wcieleniem do wojska niemieckiego?

Pracowałem u bauera, u gospodarza. Zarabiałem sromotnie mało, dał mi nie więcej, jak 50 fenigów dziennie, świątek, piątek i w niedzielę. Przeszło trzy lata pracowałem u niego, to ani jednego dnia urlopu nie dostałem, ani jednego! Aż dostałem wezwanie do tzw. Arbeitsdienstu, to była taka służba pracy dla takich jakby junaków, dla przedpoborowych. Na trzy miesiące, ale bez broni. Szpadel to miał każdy, a broni nie. W Redzie to było i do Wejherowa była jedna stacja. Zaprawa, biegi po lesie, biegi z przeszkodami, no i sport, trochę sportu też było. Prace też były, na przykład kopać i taczką ziemię wozić, na jeden, dwa, trzy! Sztych, rzut i jeszcze trzecie coś tam było. Po trzech miesiącach taki znaczek dali, że byłem, służyłem i do domu. Z miesiąc byłem w domu, w lutym wróciłem, w marcu do wojska. Do Arbeitsdienstu szedłem w listopadzie 1943 r. i wyszedłem przy końcu lutego 1944 r., a w marcu 1944 r. do wojska.

W jaki sposób trafił pan do wojska niemieckiego?

Do domu przysłali wezwanie. I do Kwidzyna. Zaopatrzenie na drogę dali i z Kwidzyna wieczorem jeszcze pociągiem do Koszalina. W Koszalinie jeszcze wszyscy w cywilu, za dwa dni do Kołobrzegu i tam nas umundurowali. A swoje rzeczy do paczki i do domu wysłać. Tam cały tydzień czy dziesięć dni nic, tylko zastrzyki. Szczepienia ochronne, na wszystko: na tyfus, paratyfus, biegunkę, na cholerę. Co dzień dwa, trzy zastr

Mapa